moze wam sie wydac, ze jesli nie pisze, to porzucilam swoje plany.
odpowiedz brzmi: NIE!
moje marzenia, nie opuszczaja mnie nawet na krok, co noc mam sny zwiazane ze swoimi planami, jestem w 90% owładnięta myślami zwiazanymi z filmem... nie jest to łatwe, kiedy trzeba egzystowac w normalnym swiecie, ktory nie dokonca rozumie, twoje cele.
w chwili obecnej staram sie skupic max. na mojej pracy magisterskiej, lecz jak mogliscie przeczytac powyzej.. zostaje mi jedynie 10%, wiec nie jest to latwe. co gorsza przelatuja mi przez glowe mysli.. po co mi tytul mgr? czy bede dzieki niemu szczesliwsza? czy bedzie to miala znaczenie jakim stane sie czlowiekiem? czy inni przez to beda mnie bardziej lubili, szanowali...?
po co ? na co?
czuje sie niczym sportowiec, ktory biegl maraton i nagle natrafia na sciane.. za nim juz tak duzo, tyle osiagnal, az tu nagle sruuu, wali glowa w mur i nie wie co sie z nim dzieje, czy jest wstanie zrobic kolejny krok, czy moze powinnien stanac na dluzej i sie "rozejrzec".
staram sie obserwowac sciezki jakie obieraja znajomi, staram sie czerpac z ich doswiadczen jak najwiecej, by ten metlik w glowie ktory obecnie mam, przeksztalcil sie w piekny kolaz :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz