wtorek, 27 października 2009

powoli nadchodzi czas podsumowan...

zlosliwcy powiedza, no i co wyjechalas se do ameryki... i gdzie ta kariera?!?
ja ze stoickim spokojem odpowiem, im przeczytajcie sobie biografie wybitnych aktorów, zobaczycie, że ich kariera nie rozpoczeła się od zaraz, większość z nich kluczyła, czasem brakowało im tak niewiele od porzucenia marzenia...

ja jestem na poczatku... mojej drogi. zrobilam pierwszy krok, przylatujac tutaj.
sama, z dwoma telefonami w notesie, nie majac tutaj nikogo.
amerykanie ktorzy poznali moja historie mowili zgodnie "masz jaja!!" - nie dowierzajac.


przygoda z nowym jorkiem, pozwolila mi uwierzyc w siebie, ze moge wszystko bezwzgledu na szerokosc geograficzna.

poniedziałek, 26 października 2009

aaaa jeszcze tylko 14 dni!!!

wczoraj pracowalam ostatnii dzien... tak, tak nareszcie bede miala troche wolnego ;p
cel -> broadway, szukanie natchnienia.. muzea, galerie, wystawy

poniedziałek, 19 października 2009

wiosenna jesien?

ahhh i znowu zrobilo sie cieplo :)
jeszcze jakis czas temu smialam sie z matczynych ostrzezen (wplyw Carrie i serialu Sex w Wielkim miescie), iz jesien jest tutaj bardzo zimna... i wszyscy z kocami spia... smialam sie, smialam z tego...
az do ostatniegi tygodnia, gdzie dygotalam z zimna we wlasnym mieszkanku...
brrr ta wilgoc i ten wiatr jest nieznosny ;p

sobota, 17 października 2009

wkurzają mnie moje chwiejne nastroje, poranki są beznadziejne, a wieczory całkiem spoko.

szczególnie kiedy wracam i idą z metra do domu widzę oświetlony manhattan... empire, chrysler... ahh skad on ma tyle czaru.. nie wiem.

powoli zaczynam podsumowywać swoj wyjazd, robie plany na przyszlosc, wyznaczam sobie nowe cele... co z tego wszystkie bedzie... nie wiem... ahhh nie wiem... ale chyba to jest najbardziej ekscytujące w tej przygodzie zwanej "życie"


środa, 14 października 2009

dzisiaj bylam na castingu do "John and Mary" w The City College of New York. Kampus mają przypominający scenerię z harrego portera.
a i tak btw Harlem nie jest taki straszny, jak go opisują ;)

wtorek, 13 października 2009

no i dupa... zmienili termin castingu, oczywiscie na godzine, kiedy pracuje...

dostałam kolejne zaproszenie na przesłuchanie tym razem z columbia university, lecz powiem wam szczerze, historia ta do mnie nie przemawia... i mam bol glowy, z jednej strony powinno probowac sie wszystkiego z drugiej, gdy nie mozna nawiazac przynajmniej minimalnego kontaktu z charakterem ktory mamy stworzyc...
nie wiem sama...
caly ten wyjazd uczy mnie wielkiej pokory... moze tak mialo byc.

czwartek, 8 października 2009

castingi

moja praca ma + i -, pracuje poznym popoludniem, dzieki czemu mam czas na zwiedzanie i castingii, niestety coraz wiecej niezaleznych produkcji robi castingi wieczorami... 6-9pm
co mnie bardzo frustruje, bo tak bardzo chcialabym, moc sie zaprezentowac... a tu pupa..

obecnie przygotowuje sie do castingu do filmu "sugar packet", jest to mala rola, ale bardzo kluczowa dla filmu... trzymajcie kciuki ;)

spacer po east village,

wczoraj troche sobie pospacerowalam... east vilage zaskarbilo sobie moje serce, ma mokotowsko-zoliborski klimat, nic nie udaje... jest, jakie jest... magiczne. pelne malych knajpek.

i znowu na mojej twarzy pojawil sie usmiech, a dusza mowi kocham to miasto... (zobaczymy jak bedzie jutro ;p )

środa, 7 października 2009

za co nie znosze nyc

- za bród
- za smród
- za ludzi ziewajacych na innych... nawet nie zakryja reka swojego otworu gębowego... co to.. ja dentysta jestem, chce ogladac Pani zeby?!!
- za bekajacych, pierdzacych co nie mowia, nawet przepraszam
- za zycie przypominajace przejazdzke kolejka wysokogorska
- za to ze dzis mozesz miec prace, a jutro dupa... nie masz na czynsz i ulica... nikt nie pomoze
- za to ze wszystko tutaj jest tak cholernie drogie
- za halas
- za modyfikowana zywnosc
- za drogie lecznictwo (obym nigdy nie musiala korzystac z uslug lekarza...)
- za mega szczury...

poniedziałek, 5 października 2009

cd. za co kocham nyc

- za to, ze moge sobie stac na stacji metra tanczyc, spiewac ze sluchawkami w uszach i nikogo to nie zdziwi, nikt nie bedzie mnie wytykal palcami, moze tylko ktos sie usmiechnie
- za to, ze od pierwszej chwili poczulam, ze jestem czescia tego miasta, ze jestem nowojorczykiem
- za to, ze stojac wpatrujac sie w mape, ludzie zatrzymaja sie i zaproponuja tobie pomoc
- za spontanicznosc ludzi

sobota, 3 października 2009

za co kocham to miasto:

- za magiczny manhattan, mieniacy sie w nocy
- za skwery, parki
- za architekture, z klimatycznymi schodami przeciwpozarowymi
- za ludzi nie pchajacych sie do autobusow, tylko grzecznie stojacych w kolejce
- za grajkow, wokalistow, muzykow, artystow wystepujacych na ulicach
- za to ze mozesz spotkac, kobiete w pizamie w metrze i nikt nawet sie tym nie zdziwi
- za to ze tylke sie tu dzieje i zawsze jest co robic
...