niedziela, 28 lutego 2010

wątpliwość

nie wiem co robić...
dostaję kolejne zaproszenie z nyc na przesłuchanie do filmu.
bedac w polsce przez te ostatnie 4 miesiac, nie udalo mi sie zrobic NIC zwiazanego z filmem, nie mam tutaj ogloszen o projektach niezaleznych.
w chwili obecnej pracuje dla prestizowej firmy, placa marnie, po oplaceniu rachunkow nie zostaje nawet złotówka na jedzenie. sytuacja nie jest latwa.
chce z niej zrezygnowac, moja mama obawia sie, ze zostane na lodzie bez pracy i bez grosza.
ale ja czuje, ze jak nie zrobie tego kroku, to tak jakbym zrezygnowala z marzen.
gdyz czas ucieka przez palce niczym blyskawica.


czuje sie rozdarta...

sobota, 13 lutego 2010

minęły kolejne dwa tygodnie...
a ja tkwię w tym zaklętym kręgu... może powinnam powiedzieć bieżni... gdyż to wszystko w koło jest jak wyścig szczurów.. z którego nie potrafię się wydostać, a przecież to takie proste wystarczy powiedzieć: nie, STOP, zrobić ten jeden krok... dlaczego nie mogę w sobie znaleźć tyle odwagi, aby to zrobić, czy to odpowiedzialność.... bo co będzie...?!?
męczy mnie to, męczy mnie myśl, że nie próbuję.. mam do siebie pretensje przez to...
odbija się to na moje pracy magisterskiej z którą nie daję sobie rady...
zrozumcie to wszystko nie jest narzekaniem.. to jest jedynie krzyk małego dziecka we mnie..
dziecka które, jako dorośli zabijamy, mając klapki na oczach i podążając drogą wyznaczaną przez innych, podporządkowując się normom... a przeciez jestesmy małymi odkrywcami i takim pozostańmy