dzisiaj oswajałam sie z nowojorskim metrem, szlo mi to calkiem dobrze, az jestem zaskoczona... ze nie wywiozlo mnie w druga czesc miasta ;p
i tak trafilam na manhattan, na poczatku moim celem bylo znalezienie pewnej osoby o imieniu margaret, starsza pani ponoc miala wynajmowac za swietna cene pokoje, jak sie okazalo, nic jej o
tym nie wiadomo.. no coz.. idac do niej po drodze, trafilam nie wiadomo jak... do kaplicy aktorow... bylo to dla mnie cos niesamowitego, jakby taki znak z niebios, nie wiem, moze przesadzam, ale takie zdarzenia dodaja mi sil :)
podoba mi sie jak nowojorczycy s
pedzaja kazda wolna chwile, parki sa pelne ludzi :)
w poniedzialek wyrabiam s.s.n. czyt. czas zaczac szukac pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz